Krzyż Maltański 3/06/2014

 

Embed or link this publication

Description

3/czerwiec 2014 (0003)

Popular Pages


p. 1

NUMER 1 3 • CZERWIEC 2014 KRZYŻ MALTAŃSKI Gazeta Zakonu Maltańskiego w Polsce ISSN 2353-8740 Ratownicy Akcja kanonizacja Ukraińcom na pomoc Rycerze w epoce Facebooka Marek Pieńkowski OP bez granic przyjmij honorowy zakład Malbork, 7 września 2014 www.zakonmaltanski.pl/ekstremalnie M Z A AL XX KO TAŃ w IV NU SK Kr F yn or MA A SŁ ic um LT U y 2– Ek AŃ ŻBA 4 on SK M w o rz m IEG ED O Y eś ic ni zn za CZ a e be NA 20 zp 14 ie cz o głodzie sensu i Boga w świecie a

[close]

p. 2

od redakcji 1 rozważania początkowe 2 akcja kanonizacja 3 wywiad 6 Maltańska Służba Medyczna Głód sensu, głód Boga Ratownicy bez granic Fachowość i wsparcie Ducha Świętego 1 reportaż 8 forum dobroczyńców 10 wokół opatka 11 3 Ukraińcom na pomoc sprawy do omówienia Pomoc oznacza konkrety rozmowa z Renatą Wojciechowską z KPMG Zapraszamy do stołu i wspólnoty 13 dobro leczniczą Wolontariusze patrzą w przyszłość ma 31 14 moc widziane od środka 18 26 z dziejów Zakonu Maltańskiego 29 joannici: nowe wyzwania WIEŚCI MALTAŃSKIE Siłacze z Puszczykowa Caravaggio: Kawaler i awanturnik Rycerze w epoce Facebooka Gazeta Zakonu Maltańskiego w Polsce ISSN 2353-8740 numer 1 (3) • czerwiec 2014 Redaktor naczelna: Anna Rucka anna.rucka@zakonmaltanski.pl redaktor@gazeta.zakonmaltanski.pl Wsparcie merytoryczne i techniczne: Jerzy Donimirski , Hanna Wesołowska-Starzec, Waldemar Gołębski Korekta: Joanna Piestrak Adres do korespondencji: Krzyż Maltański, 30-583 Kraków, ul. Parkowa 11 Projekt graficzny: Jadwiga Burek Redaktor techniczny: Edward Augustyn www.krzyzmaltanski.pl nakład: 3000 egzemplarzy Reportaże, wywiady: Piotr Idem, Żanna Słoniowska

[close]

p. 3

od redakcji Szanowni Państwo, oto przed Wami trzeci numer „Krzyża Maltańskiego”. Dla mnie jest on szczególny – pierwszy, który redaguję. To także dla mnie spore wyzwanie. Jak bowiem opisać i pokazać tak imponującą mnogość dzieł Zakonu Maltańskiego? Zakonu, który może stanowić wzór dla wielu innych organizacji wspierających ubogich i potrzebujących. Zatem dlaczego o dziełach Zakonu Maltańskiego Polacy wiedzą tak niewiele? Zapewne dlatego, że większość działań Zakonu Maltańskiego to ciężka codzienna, ale niekoniecznie spektakularna służba. Szybko stało się więc dla mnie jasne, że jedną z podstawowych misji „Krzyża Maltańskiego” powinno być rozsławienie działań Zakonu Maltańskiego w Polsce! Nie tylko po to, by Polacy poznali zasługi Kawalerów Maltańskich, ale nade wszystko, by włączyli się w ich dzieła jako wolontariusze i darczyńcy. „Krzyż Maltański” ma jeszcze jedną rolę do spełnienia – powinien pomagać osobom już zaangażowanym w dzieła Zakonu w poznawaniu siebie nawzajem, w wymianie doświadczeń i wzajemnym wsparciu. Zależy nam na tym, by gazeta była współtworzona przez całe środowisko związane z Zakonem Maltańskim. Zapraszamy do przysyłania artykułów na tematy dla Państwa istotne. Piszcie, prosimy, o swoich osiągnięciach, a jeśli trzeba także o trudnościach. Razem łatwiej nam będzie znaleźć rozwiązanie problemów i przyjemniej cieszyć się z sukcesów. Z wyrazami szacunku, Anna Rucka z zespołem Maltańska Służba Medyczna Są zawsze tam, gdzie inni nie mogą lub nie potrafią dotrzeć. Nieśli pomoc na Haiti i w Gruzji, są w Syrii, Turcji i w Libanie. Pojechali na Ukrainę.To im tysiące ofiar kataklizmów i wojen zawdzięczają ocalenie. Wielu Polakom ratownicy w kamizelkach z białym krzyżem na  czerwonym tle kojarzą się przede wszystkim ze służbą podczas papieskich pielgrzymek. To prawda, Maltańska Służba Medyczna zajmuje się obsługą uroczystości religijnych i innych wielkich imprez. Wolontariusze z MSM, wśród których są lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni, organizują również w  całej Polsce szkolenia z udzielnia pierwszej pomocy medycznej, zajmują się również transportem chorych, na różne sposoby wspierają potrzebujących. Tak naprawdę ratownicy maltańscy są wszędzie, gdzie ludzie potrzebują pomocy, działają w ponad 120 państwach. To maltańczycy poszukiwali zaginionych po trzęsieniu ziemi na Haiti, byli na wojnie domowej w Kongo, stale pomagają uchodźcom z Syrii i przesiedleńcom w Turcji. Co ważne, Maltańska Służba Medyczna poprzez swoje struktury organizacyjne i  specjalistyczne oddziały ratunkowe potrafi reagować w  sytuacjach kryzysowych natychmiast, bardzo skutecznie. Dowody? Polscy ratownicy maltańscy jako jedni z pierwszych nieśli pomoc poszkodowanym w katastrofie hali targowej w Katowicach. To polska sekcja, współpracująca z  Pomocą Maltańską na  Ukrainie, ratowała rannych z kijowskiego Majdanu. Do Kijowa, bez zastanowienia, jako pierwszy wyruszył Maltańczyk z  Nowego Targu, Grzegorz Jaskulski, ratownik medyczny, instruktor ratownictwa WOPR, jak też nauczyciel pierwszej pomocy z  elementami medycyny ratunkowej (na zdjęciu na naszej okładce). Pojechał ratować ludzi właściwie z marszu, niczego nie kalkując, ryzykując swoim zdrowiem i życiem. Uznaliśmy, że warto szerzej opowiedzieć o  ratownikach. Dlatego w  numerze „Krzyża Maltańskiego”, który właśnie trafia do Państwa rąk, poświęciliśmy sporo miejsca na  artykuły przybliżające kulisy pracy Maltańskiej Służby Medycznej w Polsce, m.in. podczas niedawnej kanonizacji papieży Jana Pawła II i Jana XXIII, jak też podczas akcji pomocowej na Ukrainie. Ważne uzupełnienie tematu ratownictwa medycznego Zakonu Maltańskiego (jak też istotnej jego części, jaką jest wolontariat) stanowi wywiad z  dr. Marcinem Świeradem, wybitnym lekarzem, ratownikiem oraz sekretarzem Rady Fundacji Maltańska Służba Medyczna. ]Redakcja 1

[close]

p. 4

rozważania początkowe Głód sensu, głód Boga Mnich-kartuz w  filmie „Wielka cisza” mówi: „ludzie, którzy nie wierzą w Boga, nie mają po co żyć”. Dzisiejszy głód to najczęściej głód sensu, a u podstaw głodu sensu tkwi głód Boga. Trzeba nam stać się świadkami tego, że w  Kościele można ten głód zaspokoić; że mamy tu „pokarm, który daje sens”. Chciałbym powiedzieć kilka słów o jednym, bardzo krótkim wyrazie: w naszym polskim języku składa się z  jednej tylko litery! Litery „i”. W dorobku naszej spuścizny czytamy: Dziedzictwo, czy też charyzmat Zakonu Maltańskiego, tradycyjnie ma za  swą dewizę: tuitio fidei et obsequium pauperum. To hasło leży u  początków postanowień pierwotnej Reguły i Statutów. Tuitio fidei – dosłownie tłumaczymy te słowa jako „ochronę wiary”, ale w aktualnym kontekście życia Zakonu zwyczajowo jest ono interpretowane jako „karmienie, ochrona, świadectwo i  obrona wiary chrześcijańskiej”; Obsequium pauperum – a więc posługa biednym, chorym, potrzebującym; pomoc tym, w których – jak wierzymy – służymy samemu Chrystusowi. Dziś chcę przez chwilę zatrzymać się na  najkrótszym słowie: „et”, „i”. Co ono znaczy? Oznacza ścisłą łączność obu wspomnianych członów, a zatem: Po pierwsze: naszą zasadniczą drogą zaangażowania w  świadectwo wiary chrześcijańskiej ma być opieka nad potrzebującymi. O  wierze można świadczyć w  różny sposób. W  swej historii Kościół niejednokrotnie cierpiał prześladowania; były to – i  zawsze będą – trudne doświadczenia dla Kościoła, ale nie tragedia. Wśród prześladowań Kościół nabiera sił; tego już zdążyliśmy się nauczyć. Jest znacznie gorzej, gdy w  samej społeczności Kościoła zdarzają się gorszące skandale, ale i  to nie jest jeszcze tragedia. Kościół potrafi się oczyszczać. Mamy nadzieję, że i  dzisiejsze skandale – jak choćby sprawy księży-pedofilów, czy też w naszym, środkowo-europejskim obszarze problemy kolaboracji części du- 22 chowieństwa z reżimem komunistycznym – zaowocują stopniowym oczyszczeniem Kościoła. Prawdziwą tragedią dla misji Kościoła staje się dopiero sytuacja, w której ludzie przestają kojarzyć jego posługę z  objawieniem tej podstawowej prawdy, że każdy człowiek jest umiłowanym przez Boga Jego dzieckiem. To sytuacja, w  której Kościół nijak nie kojarzy się już ludziom z  faktem, że „tak bardzo Bóg umiłował świat, że dał swojego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, lecz miał życie wieczne” (J 3,16). Mamy dziś, niestety, do czynienia z taką sytuacją w  niektórych środowiskach Europy Zachodniej, gdzie Kościół postrzegany bywa wyłącznie jako „instytucja”, a nie jako wspólnota wzajemnej miłości. Dlatego postawa miłości, do  której wzywa nas Boże Słowo, winna być czytelna; a to z kolei w odniesieniu do nas, chrześcijan, oznacza postulat szczególnej „przeźroczystości” względem daru Bożej łaski: „Tak niech świeci wasze światło dla ludzi, aby widzieli wasze dobre czyny i chwalili waszego Ojca, który jest w niebie” (Mt 5,16). Zauważmy: stosunkowo łatwo jest zrobić coś dobrego tak, aby ludzie nas pochwalili; ale bardzo trudno jest robić to tak, aby chwalili nie nas, lecz Boga. Chrześcijańska miłość winna być ofiarna, ale zarazem nie może być absurdalna! Potrzebne jest nam dzisiaj, zwłaszcza w  Polsce, budowanie swoistych więzi „samoorganizacji charytatywnej”. Co więcej, trzeba to robić z pełną świadomością zaszłości: tego, iż zwłaszcza w  czasie stanu wojennego ludzie nauczyli się z  parafii brać, natomiast w zbyt małym stopniu nauczyli się sami dawać. Rozpanoszenie postawy wyłącznie roszczeniowej to jedna z  najgroźniejszych plag społecznych we współczesnej Polsce. I  dlatego troska o  ubogich, zarówno o  najbiedniejszych członków jakiejś konkretnej parafii, jak i o osoby bez stałego miejsca zamieszkania (tym trzeba, notabene, pomagać w zupełnie innym trybie!), musi brać pod uwagę konieczność właściwego wychowywania społeczeństwa. W  ten sposób dochodzimy do  drugiego podstawowego stwierdzenia: naszą szczególną drogą posługi wobec potrzebujących ma stać się świadectwo naszej żywej wiary. Tu kilka słów mojego osobistego doświadczenia: kiedy przed 40 latami stawiałem sobie pytania o  moje własne powołanie, pomyślałem tak: trzeba starać się pomagać biednym, potrzebującym. Kto najbardziej potrzebuje pomocy? Kim są „ubodzy” dnia dzisiejszego, zwłaszcza w  Europie? Już wtedy wydawało mi się, że najgroźniejsze „ubóstwo” ma miejsce tam, gdzie ludzie, całkiem pogubieni, nie potrafią zrozumieć ani otaczającego świata, ani nawet sami siebie. Poważnym wyzwaniem dzisiejszego ubóstwa jest brak (lub przynajmniej niedostatek) sensu, a to często bywa skutkiem, choćby pośrednio, braku wiary. U  podstaw głodu sensu tkwi głód Boga. W Kościele można ten głód zaspokoić, ale trzeba być prawdziwymi, ofiarnymi świadkami żywej wiary. Trzeba więc staranności, lub wręcz wysiłku, aby dary Boże obecne w  Kościele, czyli zarówno sakramenty, jak i jego nauczanie, stały się owocne w naszym życiu i naszych działaniach. Stąd wyzwanie dla wspólnoty naszego Związku i naszego Zakonu, i to nie tylko ze strony kapelanów: także ze strony „ubogich”! Starajmy się dbać o żywe, pełne uczestnictwo w Kościele, w jego nauce, w  bogactwie darów, jakie Jezus nam daje we wspólnocie Kościoła. Wtedy nasza służba bliźnim w potrzebie będzie najbardziej owocna. Niech nam wszystkim Pan Jezus błogosławi na  drogach naszej maltańskiej służby. ]dr Marek Pieńkowski OP kapelan konwentualny ad honorem (Konwent Maltański, Kraków, 23 XI 2013 r.)

[close]

p. 5

akcja kanonizacja Ratownicy bez granic 36 godzin nieustannej służby, 151 interwencji medycznych i ponad 300 drobniejszych przypadków pomocy udzielonej pielgrzymom – tak można w statystykach opisać akcję polskiego kontyngentu Maltańskiej Służby Medycznej podczas uroczystości kanonizacyjnych Jana Pawła II i Jana XXIII w Rzymie. Ale ten wyjazd to było coś więcej niż statystyki. Od  początku wiedzieliśmy jedno: jedziemy z  konkretnym zadaniem po to, by wesprzeć Corpo Italiano di Soccorso dell’Ordine di Malta (CISOM) i Pronto Soccorso w zabezpieczeniu medycznym w Watykanie. Dzięki zaangażowaniu oddziałów z  Warszawy, Białegostoku, Głogoczowa i  Nysy, 14 wolontariuszy stawiło się w Rzymie już w piątek, 25 maja, by wraz z włoskimi organizacjami maltańskimi rozpocząć służbę pomocy bliźniemu. Czternaście prawie nieznających się ze sobą osób spotkało się, by wspólnie oddać do dyspozycji swój zapał i umiejętności potrzebującym. W  Wiecznym Mieście oczekiwało na nas około 800 tys. pielgrzymów, z czego znaczna część z Polski. Zapanować nad tłumem Pracy było co niemiara, bo nie tylko wolontariusze przyjechali do Rzymu wcześniej. Wokół Placu Świętego Piotra już fot. Jarek Ziembicki w  piątek powoli gromadziły się grupy pielgrzymów. Zmęczenie, wielogodzinna podróż, zmiana klimatu, koczowanie na placu i przylegających ulicach, narastające zniecierpliwienie i chęć zajęcia jak najlepszego miejsca... to wszystko razem sprawiało, że już od  początku zdarzały się sytuacje wymagające interwencji i trzeba było nad nimi zapanować. Dla nas istotne było szybkie zapoznanie się z procedurami włoskich kolegów. Po wieczornym spotkaniu wolontariuszy zostaliśmy poinformowani, że zostaniemy przydzieleni do różnych patroli znajdujących się na Placu Świętego Piotra i  częściowo na  Via della Conciliazione w  taki sposób, by każdemu patrolowi towarzyszyła jedna osoba z  Polski. Miało to zapewnić szybkie interwencje wśród naszych pielgrzymujących rodaków. Sobota zaczęła się pracowicie już z samego rana od wizyty w  maltańskim ambulatorium w  Watykanie, gdzie dr Pierpaolo Visentin oraz prof. Domenico Arduini zapoznali Polscy ratownicy pojechali do Rzymu, by nieść pomoc tysiącom pielgrzymów 3

[close]

p. 6

Plac św. Piotra podczas kanonizacji Jana Pawła II i Jana XXIII nas z  organizacją Punktu Pierwszej Pomocy. Polskich wolontariuszy przydzielono do odpowiednich patroli. Na pełnych obrotach Niektórzy pielgrzymi przyjechali do Rzymu po raz pierwszy, a może nawet po raz pierwszy w swoim życiu opuścili granice kraju. Emocje towarzyszyły piegrzymom na  każdym kroku. Wśród przybyłych były osoby starsze, kobiety w  ciąży oraz dzieci, szczególnie narażone na niebezpieczeństwa w tak dużych skupiskach. Ale nawet zdrowe osoby zmęczone po podróży, natłoku wrażeń i  emocji, ścisku narastającego tłumu, starania się o zajęcie jak najlepszego miejsca na Placu Świętego Piotra, były podatne na  omdlenia i  zranienia. Służba Maltańska pracowała więc na pełnych obrotach, bez przerwy, wymieniając tylko wolontariuszy na stanowiskach, by ci, którzy byli zmęczeni wielogodzinna służbą, mogli choć chwilę odpocząć bądź zdrzemnąć się na rozłożonych łóżkach polowych, zanim poraz kolejny zmienią swoich kolegów. Zarówno wśród naszych wolontariuszy, jak i wśród włoskich kolegów panowała dobra atmosfera współpracy. Czuć jednak było, że napięcie wzrasta. Zgodnie z planem pielgrzymi zostali poproszeni o opuszczenie Placu Świętego Piotra w sobotę późnym wieczorem i, choć niezadowoleni, musieli przenieść się na Via della Conciliazione, by tam oczekiwać na  poranne otwarcie bramek. Już około północy masy ludzi zaczęły stopniowo gromadzić się w okolicach bramek, napierając na siebie nawzajem i stojąc w takim ścisku aż do rana. Tymczasem ratownicy powoli zajmowali miejsca na  wyznaczonych stanowiskach, przygotowując się do interwencji. Natężenie pracy dało się odczuć zwłaszcza po otwarciu bramek, gdy tłum zaczął zapełniać Plac Świętego Piotra. Od „maltańskiej kuchni” Ludzie wyczerpani staniem i ściskiem opadali z sił. Zdarzały się już nie tylko omdlenia, ale również poważniejsze przypadki z diagnozą zawałów serca i koniecznością hospitalizacji. Szczególną trudność i wyzwanie stanowiła konieczność szybkiego dotarcia do potrzebujących i odtransportowania ich do punktu medycznego. Trzeba było przebijać się pomiędzy ściśniętymi pielgrzymami i torować sobie drogę na różne sposoby. Ważna była koncentracja, dyscyplina oraz zachowanie trzeźwości umysłu i  ocena sytuacji. Interwencje podczas zabezpieczenia kanonizacji zdecydowanie pokazały, że wartości Zakonu Maltańskiego przekraczają granice i  różnice kulturowe, a nawet językowe. Że w takich sytuacjach słowa nie zawsze są potrzebne i każdy wie, co ma robić: ma po prostu dotrzeć do potrzebującego i udzielić mu potrzebnej pomocy. Tak wyglądało uczestnictwo polskiej Maltańskiej Służby Medycznej w  uroczystości kanonizacji. Różniące się od  relacji na  żywo w  telewizji? Od  oficjalnych raportów w prasie? Na pewno. Patrząc na naszą akcję w Watykanie od strony „maltańskiej kuchni” spojrzeniem wolontariuszy polskiej MSM, służba podczas tak niezwykłego wydarzenia, jakim dla nas było wyniesienie Jana Pawła II na ołtarze i przyjęcie do grona świętych Kościoła, była – mimo zmęczenia – wielkim wzruszeniem. I  uhonorowaniem. Przecież reprezentowaliśmy polską organizację związaną z Zakonem Maltańskim. Ale również Polskę. ]Luiza Chrzanowska (MSM Warszawa) 44 fot. Marco Merlini

[close]

p. 7

akcja kanonizacja Wspomnienia ratowników fot. J. Ziembicki Michał Zduńczyk, wolontariusz, MSM oddział Warszawa: Różne kraje, różne narodowości, różne charaktery stworzyły jeden wspaniały włosko-polski kolektyw pod nazwą MALTA. Ja pracowałem, wspierany ofiarną pomocą ratownika medycznego (byłego instruktora maltańskiego), Jacka Pajora oraz harcerzy ZHR, pod opieką naczelnika hm Sebastiana Grochali. Od każdego mogłem się, czegoś nauczyć. Łukasz Gocyła, ratownik, MSM oddział Nysa: Podziwiam wszystkich pielgrzymów, którzy przybyli na kanonizację, za ich wytrwałość! Warunki nie sprzyjały: było gorąco, duszno, tłoczno i nie było możliwości cofnięcia się do wyjścia, a ludzie wytrzymali. Jan Paweł II pokazał swoją obecność, dodając wszystkim siły i wiary. Ten wyjazd nauczył mnie pokory i opanowania w sytuacjach krytycznych. Chciałbym podziękować za wspaniałą współpracę z polskimi wolontariuszami, a także organizatorom z Zakonu Maltańskiego za świetną organizację wyjazdu. Miło było również usłyszeć podziękowania od pana Wojciecha Kożuchowskiego, przewodniczącego Komisji Rewizyjnej Zakonu Maltańskiego. Patrycja Bartkiewicz, lekarz, MSM oddział Katowice: Ten wyjazd pozostanie w mojej pamięci na długie lata. Odbieram go jako swego rodzaju dar od losu, który postawił na mojej drodze odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie i to właśnie dzięki nim miałam możliwość podziękować Janowi Pawłowi II za jego życie i pontyfikat, modląc się przy jego grobie. Poza osobistą wielką radością z ustanowienia naszego Papieża świętym, odczuwałam niesamowitą jedność przede wszystkim z członkami polskiej MSM, ale również ze wszystkimi pielgrzymami z Polski. Nie do opisania jest uczucie, kiedy jest się na obcej ziemi, gdzie nikt nie włada naszym ojczystym językiem, i naraz co krok spotyka się rodaków: uśmiechniętych, życzliwych, gotowych pomóc. Piotr Sulima, komendant wyjazdu: Jestem dumny, że przyczyniłem się do zrealizowania tak szlachetnej inicjatywy, że mogłem wziąć udział w tym wiekopomnym wydarzeniu! Na szczególne uznanie zasługują wszyscy wolontariusze MSM, którym chciałem w tym miejscu ponownie szczerze podziękować. Każdemu z osobna i wszystkim razem. To był zaszczyt z Wami współpracować. Nie mogę nie wspomnieć tytanicznej pracy wykonanej przez pana Wojciecha Kożuchowskiego oraz pana Rafała Krajewskiego – im także składam serdeczne Bóg zapłać. Mam nadzieję, że nasz wspólny rzymski wysiłek będzie już stałym elementem międzynarodowej współpracy Maltańskiej Służby Medycznej. fot. L. Chrzanowska fot. J. Ziembicki fot. J. Ziembicki 5

[close]

p. 8

Fenomen MSM Fachowość i wsparcie Ducha Świętego Gdy jest ekstremalnie, pomagają nam setki profesjonalistów – mówi dr MARCIN ŚWIERAD, kardiolog, ratownik, lekarz Maltańskiej Służby Medycznej ŻANNA SŁONIOWSKA: Czy można Pana przedstawić jako lekarza naczelnego Maltańskiej Służby Medycznej Zakonu Maltańskiego? DR MARCIN ŚWIERAD: Obecnie reformujemy nasze struktury, więc choć w  ostatnich latach pełniłem taką funkcję, teraz proszę napisać, że jestem w  Radzie Fundacji naszej Służby i  odpowiadam za  wszystkie sprawy medyczne. Poza tym jestem delegatem Zakonu Maltańskiego na Śląsk. Ż.S.: Skoro już jesteśmy przy reformach, to na czym polega fenomen Maltańskiej Służby Medycznej? Dlaczego udaje wam się wszędzie zdążyć i skutecznie działać? M.S.: Też się niejednokrotnie dziwiłem, że to wszystko tak dobrze funkcjonuje, to jest chyba jeden z dowodów na  istnienie Ducha Świętego. W  naszej Służbie pracuje wielu lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych. I  mnóstwo ludzi niezwiązanych z  zawodami medycznymi – wszyscy się tu odnajdują. Jesteśmy wolontariuszami, proszę nie mylić tego z  brakiem profesjonalizmu. Pracujemy od  1990 roku, na  początku było nas niewielu, praca opierała się na  kontaktach prywatnych, ale teraz rozrośliśmy się i  pracujemy nad utworzeniem nowej przejrzystej struktury. Nasza organizacja ma podpisane umowy z 500 osobami, ale w razie potrzeby rzucamy hasło i mamy dwa czy nawet trzy razy więcej profesjonalistów. Mówię o  sytuacjach ekstremalnych. Tak właśnie było podczas ostatnich wydarzeń na Ukrainie. Zgłosiło się do nas około 200 osób, 80 z  nich to medycy, spośród których 60 zadeklarowało, że może jechać na  Ukrainę, by pomagać z narażeniem życia. Powtarzam: byli to ludzie spoza naszej organizacji. Sądzę, że specjaliści chcą dla nas pracować, ponieważ wiedzą, iż gwarantujemy im bezpieczeństwo. Ż.S..: Co to znaczy? M.Ś.: To, że u  nas wszystko działa tak, jak należy. Sprzęt ma wymagane certyfikaty, wolontariusze są fachowcami i  wykonują wyłącznie takie działania, na które mają uprawnienia. A  jeżeli nie mają, to mogą je u nas zdobyć. My ich szkolimy, ubezpieczamy, dajemy potrzebny sprzęt. Jeśli chodzi o  Ukrainę, to tam bezpieczeństwo zagwarantowało nam Państwo Polskie. Każdy transport był starannie zaplanowany. Mieliśmy opiekę konsula, karetki były wyposażone w  specjalne GPS-y, w  każdej chwili dokładnie wiedzieliśmy, gdzie się znajdują. Ż.S.: W  jakim momencie pojawił się pomysł, by pomóc Ukraińcom? M.Ś.: Z ukraińską Maltą znamy się od  dawna. Ja pracuję w  Śląskim Centrum Chorób Serca w  Zabrzu, a  nasz ośrodek współpracuje z  ośrodkami kardiologicznymi na Ukrainie, stamtąd przyjeżdżają do  nas lekarze, żeby się szkolić – tak, jak myśmy kiedyś jeździli na Zachód. Zaraz po tym, jak się pojawił Euromajdan, tamtejsza Maltijska Służba Dopomohy zorganizowała tam kuchnię polową. Później, gdy zaczęły docierać informacje o  tym, że protest przestaje być pokojowy, że są pierwsi ranni, to napisali do  mnie wolontariusze z  oddziału Maltańskiej Służby Medycznej w Nowym Targu, że chcą pomóc Ukraińcom, że zgłaszają swoje karetki i swoich ratowników. Zgłosiliśmy tę inicjatywę do  naszego Zarządu, a także, skoro jesteśmy zakonem rycerskim, czyli wojskowym, do  służb międzynarodowych Malteser International. Tamci stwierdzili, że na razie nie planują interwencji. Wtedy odgrzebaliśmy międzynarodową umowę sprzed lat o  współpracy sanitarnej między Rządem RP i Zakonem. Chodzi o to, że z różnych względów dyplomatycznych i  politycznych karetki MSW przekraczające tu i  ów- 66

[close]

p. 9

wywiad rodziny, które chciały odwiedzić bliskich w Polsce. Zaproponowaliśmy też pomoc w protezowaniu, bo polski rząd nie miał takich możliwości. Zakon we współpracy międzynarodowej obecnie zajmuje się dopasowaniem i zakupem protez dla potrzebujących. Jednego chorego planujemy przekazać na  leczenie specjalistyczne do Maltańczyków w Austrii. Ż.S.: Przyzna Pan, że była to sytuacja wyjątkowa. Czego praca z rannymi z Kijowa nauczyła polskich lekarzy? M.Ś.: Odkryliśmy, że możemy w  sposób skuteczny interweniować mimo bardzo trudnych warunków wojennych i  w  oparciu o  sto procent wolontariatu jesteśmy skuteczni. Zyskaliśmy też nową wiedzę medyczną. Wielka chwała należy się też lekarzom ukraińskim, którzy dobrze leczyli i zabezpieczali funkcje życiowe rannych, byśmy potem mogli zająć się w Polsce dłuższym leczeniem szpitalnym. Poza tym mamy swój ośrodek w  Barczewie, gdzie możemy zaproponować pomoc innego rodzaju – psychologiczną, dopasowanie protez czy po prostu odpoczynek. Ż.S.: W jakich jeszcze zdarzeniach kryzysowych, oprócz kijowskiego Majdanu, brał Pan udział jako lekarz maltański? M.Ś.: Razem z grupą naszych ratowników brałem udział w akcji, gdy osiem lat temu w Katowicach zawaliła się hala, w  której odbywała się wystawa gołębi. Wiele osób zginęło, było wielu rannych. W ciągu godziny od uzyskania informacji o tym, że jesteśmy potrzebni, byliśmy na  miejscu. Godzinę staliśmy pod  halą przy mrozie minus dwadzieścia, bo kolejne osoby były wyciągane stamtąd martwe. Ale później pojawiła się pani Bogusia, której udało się cudem przeżyć. Zawieźliśmy ją do  szpitala. Potem opiekowaliśmy się nią, a  w  następnych latach jeździła z nami do Lourdes. Ż.S.: Czy w Pańskiej pracy zdarzył się szczególny przypadek, coś na pograniczu cudu, np. gdy ktoś miał umrzeć, ale przeżył, wbrew okolicznościom? M.Ś.: Od wielu lat jeździmy z pielgrzymką całego Zakonu Maltańskiego do Lourdes, w tym roku po raz 31. Tam cuda się zdarzają za  każdym razem. Mają różny wymiar. Są spektakularne uzdrowienia, ale jeszcze ważniejsze są cuda, które dzieją się w  sercach ludzi. Kiedyś pojechał z  nami sparaliżowany po wypadku Franek i  tam zrozumiał, że należy podziękować Matce Boskiej za to, że porusza się na wózku, bo jego życie się zmieniło: wyrwał się z  małej miejscowości i  zaczął jeździć po świecie, uczył innych niepełnosprawnych, jak się rehabilitować, odnalazł w swoim życiu pasję i piękną żonę. Można zupełnie inaczej na cuda popatrzeć. Ż.S.: Co jest najbardziej pociągającego w Pańskim zawodzie? M.Ś: Uwielbiam w swoim zawodzie zabiegi: koronarografię i  angioplastykę, czyli zabiegi ratujące życie, między innymi w  zawale serca, niestabilnej chorobie wieńcowej. To jest wspaniałe, gdy komuś, kto bardzo cierpi, można pomóc, odtykając najważniejsze tętnice, ratując mu życie. Po kilku czy kilkunastu dniach ten człowiek sam idzie do domu. W medycynie fascynuje mnie spotkanie z człowiekiem. Błogosławiony brat Gerard, założyciel naszego Zakonu Świętego Jana Jerozolimskiego, już prawie 950 lat temu nauczał, żeby zobaczyć Chrystusa w drugim człowieku, zwłaszcza ubogim i potrzebującym. Ż.S.: Ma Pan jeszcze czas na życie rodzinne? M.Ś.: Moja żona jest Damą Maltańską i razem ze mną zajmuje się organizacją pomocy dla osób niepełnosprawnych, a  także wielu charytatywnych przedsięwzięć. W  tym roku planujemy bal sylwestrowy w  tradycji staropolskiej. Każdy nasz bal ma jakiś wspaniały cel charytatywny. Dwójka naszych starszych, nastoletnich dzieci jeździ z nami do Lourdes. Od  dziesięciu lat Śląski Oddział Kawalerów Maltańskich wraz z Małopolskim organizuje obóz dla niepełnosprawnych w  Szczyrzycu. Nasze dzieci uczestniczą w tych obozach. Wszędzie, gdzie możemy, zabieramy ze sobą dzieci. Zatem tak się szczęśliwie składa, że z  moją rodziną przeżywam większość aktywności maltańskich. Muszę też przyznać, że dzięki wspaniałej pracy Wolontariuszy Zakonu Maltańskiego obecnie zajmuję się głównie zarządzaniem i szkoleniem następców. ]]rozmawiała Żanna Słoniowska Dr Marcin Świerad z rodziną dzie granicę mogły zostać źle odebrane, więc myśmy rządowi jakby z nieba spadli. Zaoferowaliśmy, że możemy pomóc w  przewozach. Proszę pamiętać, że sytuacja była rozwojowa: na początku wydawało się, że będzie chodziło o  drobne urazy. Ale, niestety, na  Majdanie zaczęto strzelać, w związku z tym należało wysłać sporo transportów lotniczych i kilkadziesiąt kołowych, które przewoziły najciężej rannych. Ż.S.: W  jaki sposób dokonywano selekcji rannych? Ile osób zostało objętych opieką? M.Ś.: Koordynacją i  wyborem poszkodowanych zajmowały się placówki Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a  z  naszej strony Szpitalnik ZPKM, Jan Rościszewski. Działaliśmy na  ich wezwanie. Pacjentów przejmowaliśmy z  Kijowa, spod Kijowa albo z  samej granicy i wieźliśmy do różnych szpitali w Polsce, między innymi do Warszawy, Krakowa, Lublina. Udało się pomóc około 120 osobom. Ż.S.: Akcja ratownicza rządu polskiego skończyła się po kilku tygodniach, ale Zakon Maltański pomagał w dalszym ciągu... M.Ś.: Ukraińcami, którzy trafili do  Polski, zaczęły się opiekować różne organizacje, na  przykład Klub Inteligencji Katolickiej i wiele innych. Doszło nawet do  pozytywnej rywalizacji. My przede wszystkim zaopiekowaliśmy się rannymi w Krakowie. Trzeba było znaleźć im ubrania, trzeba było zaprosić ich Fot. Archiwum rodzinne 7

[close]

p. 10

reportaż UKRAIŃCOM NA POMOC szybkiego Maltańczycy reagowania zebrano moje dokumenty, bym poleciał. Nie miałem paszportu ani wizy, a mimo to Polacy mnie przyjęli. 15 centymetrów Akcja pomocy Ukraińcom rozpoczęła się 21 lutego od  telefonu Jana Rościszewskiego, Szpitalnika Zakonu Maltańskiego, że na Balicach ląduje samolot z  rannymi. Wtedy Jerzy Meysztowicz, szef Służby Maltańskiej w  Krakowie, zgłosił się i powiedział, że zajmie się organizacją pomocy. Najpierw zbierano pieniądze w Zakonie, potem – rozdając ludziom na  ulicy ulotki i  informując, na co potrzebne są środki. – Przekazaliśmy również część dochodu z corocznego koncertu w Teatrze Starym, na  którym co roku zbieramy pieniądze na obóz Małej Malty – mówi Jerzy Meysztowicz. Ukraińcy, którzy przyjechali do Krakowa, ucierpieli w czasie starć z Berkutem, który próbował stłumić powstanie przeciw Janukowyczowi. Paweł Onufryjef dowodził na  Majdanie grupą szybkiego reagowania. 20 lutego Berkut zniszczył jeden z punktów medycznych, pobił przebywających tam pacjentów. – Pobiegliśmy, aby odegnać Berkut od  punktu. Zajęliśmy pozycję niedaleko drzewa i  przykryliśmy się tarczami, kiedy zaczęli do  nas strzelać. Kazałem mojemu oddziałowi uciekać. Sam nie mogłem, bo nie byłem w  stanie ruszyć nogą – wspomina Paweł. Berkut czekał, aż ktoś przybiegnie mu z pomocą i wystawi się na łatwy cel. Paweł: – Mój kolega wrócił i  zaczął mnie ciągnąć w  stronę punktu medycznego. A oni strzelali do nas i tylko, tak mi się wydawało, pokaleczyli mi buty. Gdy już byliśmy w  bezpiecznym miejscu, jedna z wolontariuszek zajęła się mną. Zaczęła mnie opatrywać, rozcięła spodnie i... zemdlała. Dopiero kiedy straciła przytomność, zobaczyłem, co stało się z  moją nogą. Mięśnie i kości leżały obok. Inni wolontariusze opatrzyli Pawłowi nogę i przenieśli go do karetki, którą pojechał do  szpitala. Tam powiedzieli, że noga nadaje się tylko do amputacji. Musieli przetaczać krew. Robili wszystko, żeby utrzymać krążenie w  nodze. Ze szpitala zabrali Pawła do Polski. Tutaj ostatecznie dowiedział się, że kula rozerwała nogę i nie ma piętnastu centymetrów kości. Potem polscy lekarze założyli mu na nodze urządzenie, które ma ją rozciągać. Powinno to trwać co najmniej pięć miesięcy. Na własne ryzyko Młodzi Ukraińcy, którzy przylecieli samolotem do  Szpitala Wojskowego w  większości wymagali poważnych operacji. Postrzały w  głowę, kręgosłup, przestrzelony bark i  płuca, zwiększone ryzyko zakażenia kości przy postrzałach. Paweł Onufryjew w Szpitalu Wojskowym w Krakowie W  Kijowie lekarze powiedzieli Pawłowi, że jego noga nadaje się tylko do  amputacji. Dwa dni później był już w Polsce. Dzięki natychmiastowej akcji Zakonu Maltańskiego jego nogę prawdopodobnie uda się uratować. Paweł Onufryjef leży trzeci miesiąc w szpitalu wojskowym w Krakowie. Przywieziono go 22 lutego tego roku samolotem wojskowym, podobnie jak ośmiu innych rannych z Kijowa. Dwa dni wcześniej został ranny na Majdanie. – Przyszła do  mnie jakaś kobieta i powiedziała, że lecę do Polski – wspomina. – Nie wiedziałem, co się dzieje. Miałem przerwane żyły i  tętnice. Co chwila traciłem przytomność. Szybko 88 Fot. Piotr Idem

[close]

p. 11

– Obrażenia były typowo wojenne. Jedna osoba ranna od  wybuchu, a  pozostałe postrzelone. Rany były bardzo niebezpieczne. Groziły śmiercią – przyznaje komendant Szpitala Wojskowego w Krakowie, płk lek. Piotr Gicała. – My, lekarze, skupialiśmy się tylko na leczeniu, o wszystko inne zadbał Zakon Maltański. Do Polski trafiło w sumie około stu rannych z  Majdanu. Zakon Maltański w  Krakowie zajął się jedenastoma osobami. Dziewięcioro rannych było leczonych w  Szpitalu Wojskowym, a dwie w szpitalu św. Rafała. Najciężej ranne osoby do  transportu do  Polski wybierała medyczna służba Majdanu. Na Ukrainę pojechał również dwukrotnie ambulans Maltańskiej Służby Medycznej. Jego załoga przeżyła historie mrożące krew w żyłach. – Transportowaliśmy rannych, którzy nie mogli lecieć samolotem – opowiada Grzegorz Jaskulski, ratownik MSM. – Na  granicy wojsko dokładnie nas kontrolowało. Po drodze do Kijowa było bardzo dużo patroli milicji i Berkutu. Zatrzymywali każdy pojazd, oprócz ambulansów. Jechaliśmy szybko, żeby przypadkiem nie przyjrzeli się dokładnie naszemu samochodowi i nie zablokowali pomocy z  Polski. W  Kijowie byliśmy w sumie półtorej godziny. Ratownicy jechali pod wyznaczony adres i z prywatnego mieszkania zabierali przygotowanego rannego. Grzegorz Jaskulski: – Ludzie mówili nam, że ranni nie chcą iść do państwowych szpitali, bo stamtąd Berkut pewnie wywiezie ich i skatuje. Ukraińcy, widząc polski ambulans, dziękowali nam za pomoc. Z powrotem przez granicę wracaliśmy już bramką dyplomatyczną, dzięki konsulowi. Ratownik Grzegorz Jaskulski jechał na Ukrainę ryzykując życiem Jak mówi dowódca Maltańskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, Andrzej Dziędziel nikt z  Maltańskiej Służby Medycznej nie wiedział, czego spodziewać się na miejscu. – Jechaliśmy na  Ukrainę na  własne ryzyko – przyznaje. – Oprócz transportu przekazaliśmy dla szpitala polowego w Kijowie cztery apteczki – plecaki interwencyjne, które pozwalają na ratowanie życia w każdym momencie oraz kardiomonitory, defibrylatory i sprzęt EKG. Prawda jest taka, że ratownicy maltańscy z  Polski pojechali na  Ukrainę, ryzykując swoim zdrowiem i życiem. Mamy w czym wrócić Zakon Maltański intensywnie pomagał Ukraińcom także po przewiezieniu ich do  Krakowa, dostarczył rannym ubrania, które przekazała anonimowo jedna z firm odzieżowych. Kupił buty i karty do telefonów. – Przyleciałem do  Polski tak, jak byłem w  szpitalu – wspomina ranny Paweł. – Goły i  bosy. W  samych bokserkach. – Ale, na szczęście, dostaliśmy ubrania od  Zakonu Maltańskiego i  to nie byle jakie. Jestem bardzo wdzięczny, że ja i inni ranni mamy w czym wrócić na Ukrainę. Wsparcia wciąż wymaga inny ranny Ukrainiec, Andriej Sydorenko, ciężko mu nawet zrobić samemu zakupy. – W Krakowie chodzę na rehabilitację. Mam niedowład ręki. Bardzo mnie jeszcze pobolewa – żali się. Po chwili zauważa: – To właśnie Zakon Maltański pokrył koszt moich wizyt w  klinice leczenia bólu. Andriej został ranny 18 lutego, kiedy nastąpił główny atak Berkutu na Majdan. Andriej: – To było wieczorem. Ciemno, pełno dymu. Milicjant jedną serią ranił wtedy trzy osoby. W  tym mnie. Przestrzelił mi na  wylot płuco i  bark. Nie mogłem oddychać bez aparatu tlenowego. Do  rannych w  Krakowie przyjeżdżają rodziny z  Ukrainy. Zakon Maltański zapewnił im hotele. Wsparcia udzieliły „Pod Różą”, „Floryan”, „Rezydent” i  „Kościuszko”. Bliskim rannych wynajęto także mieszkania. – Mnie również odwiedziła rodzina – wzrusza się Andriej. Przyjechała m.in. jego dziewczyna. Andriej oświadczył się jej w restauracji znajdującej się na dachu jednego z hoteli nieopodal Wawelu. Koledzy stali ukryci z  kwiatami i  z  pierścionkiem. Podali wszystko w wyznaczonym momencie. Dziewczyna była kompletnie zaskoczona. – Ślub będzie u nas na jesieni – kończy swoją opowieść Andriej. I  dodaje z nadzieją w głosie: – Czekamy tylko, aż na Ukrainie się uspokoi.– Czekamy tylko aż na Ukrainie się uspokoi. ]Piotr Idem Fot. Archiwum ZPKM 9

[close]

p. 12

forum dobrocz yńców Pomoc oznacza konkrety O tym, dlaczego warto postawić na dobroczynność, opowiada „Krzyżowi Maltańskiemu” RENATA WOJCIECHOWSKA, Administration Manager firmy KPMG KRZYŻ MALTAŃSKI: Kiedy usłyszała Pani po raz pierwszy o Opłatku Maltańskim? RENATA WOJCIECHOWSKA: Około 12 lat temu. Moja przyjaciółka z  Krakowa była wolontariuszem pracującym przy organizacji pierwszej edycji Opłatka. I  poznała mnie z organizatorami. Zapytano mnie, czy firma, w której pracuję – firma doradcza KPMG – nie chciałaby wspomóc organizacji wigilijnych spotkań. Bardzo spodobała nam się konwencja tego wydarzenia i dlatego zdecydowaliśmy się przyłączyć. Bez nas odbyła się więc tylko pierwsza edycja tego wydarzenia, od drugiego Opłatka jesteśmy już cały czas razem. K.M.: Na czym polega Państwa pomoc? R.W.: Szczerze mówiąc, osobiście nie jestem zwolenniczką charytatywności polegającej tylko na dawaniu pieniędzy. Spodobała nam się formuła przyjęta od  samego początku przez Związek Polskich Kawalerów Maltańskich, to, że Zakon razem z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej przygotowuje listę najbardziej potrzebujących rodzin. My dostajemy tę listę razem z  wykazem niezbędnych przedmiotów, artykułów spożywczych na święta, słodyczy, drobnych upominków i zabawek dla dzieci. Kiedyś dokupiliśmy pachnące żele pod prysznic, tak się to spodobało, że od tamtej pory już zawsze dokładamy do paczek te kosmetyki. Kupujemy te wszystkie produkty, transportujemy do Krakowa, gdzie znajduje się Maltańskie Centrum Koordynujące Opłatek. Od roku Opłatek odbywa się też w Warszawie, więc część zakupionych rzeczy trafia do  maltańskiego ośrodka w stolicy. K.M.: Zatem wsparcie KPMG z czasem się rozrastało... R.W.: Najpierw pomagaliśmy razem z  Zakonem rodzinom z Krakowa, potem zaczęły dołączać kolejne miasta z po- KPMG  10 10 prowadzi szeroko zakrojoną działalność w  obrębie społecznej odpowiedzialności biznesu. Dbamy o  środowisko naturalne, wspieramy społeczności lokalne, prowadzimy wolontariat pracowniczy, promujemy odpowiedzialny biznes i działamy Pro Publico Bono. Warto zaznaczyć, iż KPMG jest organizatorem akcji społecznej No printing Day, której celem jest zachęcenie jak największej liczby osób i  firm do  powstrzymania się od drukowania przez jeden symboliczny dzień – w pierwszy piątek października. Opiekujemy się dwoma domami dziecka i wspieramy ogólnopolską akcję „Zaczytani”, której celem jest zbiórka książek dla bibliotek działających przy szpitalach dziecięcych w  całej Polsce. W  szpitalach dofinansowujemy także animacje dla dzieci. Audytorzy KPMG nieodpłatnie współpracują z  fundacjami i  stowarzyszeniami, przygotowując dla tych instytucji sprawozdania finansowe. Współpracujemy z  Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Warszawie, gdzie w czerwcu nasi pracownicy oddają krew, a za pośrednictwem jednej z ogólnopolskich fundacji przekazujemy sprzęt komputerowych dla instytucji publicznych. Uczestniczymy także w  Programie Partnerstwa Forum Odpowiedzialnego Biznesu, w  Programie Edukacyjnym Karty Różnorodności oraz w pracach Komitetu CSR przy Francuskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej.

[close]

p. 13

wokół opłatka Zapraszamy do stołu i wspólnoty Każdego roku Zakon Maltański w Polsce oraz Miejskie Ośrodki Pomocy Społecznej, współpracując z właścicielami restauracji, zapraszają do świątecznego stołu i wspólnoty wigilijnej coraz więcej ludzi w potrzebie. Organizacja jest możliwa dzięki gościnności restauratorów, sprawności koordynatorów i darowiźnie od firm i ludzi, którzy mając więcej, potrafią się dzielić. Z  roku na  rok powstaje coraz więcej punktów organizacyjnych Opłatka Maltańskiego, co powoduje, że w coraz to nowych miastach wsparciem otoczonych jest coraz więcej ludzi potrzebujących w okresie świąt Bożego Narodzenia. I  tak powinno być. Opłatków Maltańskich powinno być coraz więcej! Spotkania te sprawiają, że ludzie nie tylko otrzymują wsparcie materialne, ale zostają włączeni do  wspólnoty stołu wigilijnego, zaproszeni są indywidualnie do spotkania, które ma przede wszystkim wymiar duchowy i religijny. Potrzeba organizacji kolejnych opłatków maltańskich jest wielka, dlatego zapraszamy do  współpracy wszystkich, którzy rozumieją maltańskie zawołanie tuitio fidei et obsequium pauperum i mogliby podjąć się organizacji akcji w swoim mieście lub miejscowości, a może własnej restauracji. A przepis na Opłatek Maltański nie jest trudny! Wystarczy: 1. Znaleźć miejsce – restaurację lub inny lokal, który pomieści 100-150 osób. 2. Zaprosić do współpracy lokalny Ośrodek Pomocy Społecznej. 3. Zaprosić do objęcia opieką duchową spotkania proboszcza parafii, w której odbywa się Opłatek. 4. Uzyskać wsparcie od sponsorów, aby sfinansować zakup paczek i posiłku. Koszt jednej paczki to min. 50 PLN: 100 osób x 50 = 5000 PLN. Posiłek: od 4000 do 7000 PLN. Obecnie w akcji bierze udział 8 miast: Kraków, Katowice, Myślenice, Chrzanów, Wieliczka, Wadowice, Tarnów i  Warszawa. Kolejnych kilka miast zgłosiło chęć uczestniczenia w Opłatku Maltańskim w 2014 roku. Opiekę duchową nad spotkaniami sprawują Eminencje: ks. kard. Franciszek Macharski, ks. kard. Stanisław Dziwisz i ks. kard. Kazimierz Nycz oraz Ekscelencje: ks. bp. Andrzej Jeż oraz ks. abp. Wiktor Skworc. Więcej informacji na  temat organizacji Opłatków Maltańskich można uzyskać na stronie www.oplatekmaltanski.org ]Hanna Wesołowska-Starzec Koordynacja ogólnopolska gsm +48 696 402 764  e-mail: hanna.wesolowskastarzec@zakonmaltanski.pl www.oplatekmaltanski.org www.zakonmaltanski.pl łudnia Polski: Myślenice, Katowice. Dziś jest ich już łącznie osiem, w tym także Warszawa. Schemat jest ten sam: kupujemy produkty i  dostarczamy do  Maltańskich Koordynatorów Opłatka, uczestniczymy też w  samej kolacji z  obdarowywanymi. Nie chodzi o  to, aby coś dać i  poczuć się usatysfakcjonowanym tym, że się pomogło i już jest się zwolnionym ze społecznego obowiązku. Chodzi o  to, by poświęcić swój czas, zaangażować się, naprawdę wspierać innych ludzi! Kiedyś podczas jednej z tych kolacji pojawiła się pewna pani, która nie była wśród zaproszonych rodzin, ale słyszała, że organizowany jest Opłatek dla potrzebujących. W  rozmowie wyszło, że znajduje się w  trudnej sytuacji i  nie stać jej na  wykup recept. Wtedy w gronie kilku wolontariuszy złożyliśmy się, by jej pomóc wykupić leki. Warto także podkreślić, iż z  roku na  rok te imprezy stają się coraz większe, a pomoc dociera coraz szerzej. K.M.: A jakie korzyści daje współpraca przy Opłatku Maltańskim firmie i Pani samej? R.W.: Ogromną satysfakcję. Nie tylko z dobrze spełnionego społecznego obowiązku, ale także z  obserwacji, jak dzięki tym działaniom można sprawić komuś radość i  podarować kilka miłych chwil. Opłatek Maltański jest jedną z wielu inicjatyw, które prowadzi nasza firma dla społeczności lokalnych. Staramy się wybierać takie działania, które dają pewność, że pomoc rzeczywiście trafi do  potrzebujących. Tak właśnie jest z  Opłatkiem Kawalerów Maltańskich. Fot. Łukasz Milej Renata Wojciechowska nie popiera charytatywności polegającej tylko na dawaniu pieniędzy 11

[close]

p. 14

Tyle serdecznych gestów... ...w Warszawie Opłatek Maltański w  Warszawie został zainaugurowany 20 grudnia 2013 roku w  Arkadach Kubickiego Zamku Królewskiego. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli: Prezydent Związku Polskich Kawalerów Maltańskich, Aleksander Tarnowski oraz Metropolita Warszawski, JE kardynał Kazimierz Nycz. Współgospodarzem był Dyrektor Zamku Królewskiego, profesor Andrzej Rottermund. Stronę gastronomiczną wspaniale zorganizowali państwo Agnieszka i Marcin Kręgliccy. Po przywitaniu gości przez Szpitalnika Związku Polskich Kawalerów Maltańskich, Jana Rościszewskiego, wieczór rozpoczął JE kardynał Kazimierz Nycz, który odmówił modlitwę i pobłogosławił zebranych. Opiekę duchową sprawował proboszcz Bazyliki Archikatedralnej, ksiądz prałat Bogdan Bartołd. Z uczestnikami Wieczoru z  Centrum Pomocy Społecznej im. A. Tymowskiego oraz Ośrodka Pomocy Społecznej Dzielnicy Wola – razem 160 gości, w tym 70 dzieci – opłatkiem podzielili się Damy i Kawalerowie Zakonu Maltańskiego, przedstawiciele duchowieństwa, Ośrodków Pomocy Społecznej, darczyńcy oraz maltańscy wolontariusze. Nie zabrakło wielu pięknych, płynących prosto z serca życzeń.  Uczestnicy Opłatka chwalili uroczystą atmosferę spotkania, wspólne zasiadanie do  wigilijnych stołów oraz radosne śpiewanie kolęd (śpiewom towarzyszył chór „Amici Canentes”). Wszystko to sprawiło, że goście poczuli się wyjątkowo, otuleni ciepłem świąt Bożego Narodzenia, zaproszeni do wyjątkowej wspólnoty. Wielką radość sprawiły także prezenty wręczane przez „spóźnionego” Świętego Mikołaja. Ta, mająca prawdziwie rodzinny charakter, uroczystość, mogła zostać zorganizowana dzięki ofiarności i pomocy darczyńców oraz sponsorów, którzy często również osobiście obsługiwali gości. Dla organizatorów Opłatka największą nagrodą była radość i  świąteczny spokój malujący się na twarzach zaproszonych ludzi. Do  zobaczenia w  przyszłym roku na drugim Opłatku Maltańskim w Warszawie! ]Wojciech Kożuchowski Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie  wojciech.kozuchowski @zakonmaltanski.pl niczył i  poprowadził modlitwę. Nie zabrakło pięknych, płynących prosto z serca życzeń, a dzielenie się opłatkiem z  biskupem dopełniło całości. Opłatek urozmaiciło przedstawienie jasełkowe w  wykonaniu dzieci. Tymczasem dobrze poinformowany Święty Mikołaj przyniósł prezenty nie tylko dzieciom, ale także wszystkim zaproszonym dorosłym osobom, co, jak się okazało, było dla nich ogromnym zaskoczeniem. Bo, co tu ukrywać... wielu naszych gości nie przywykło do  tylu serdecznych gestów. Ogromnie cieszę się, że zdecydowałam się podjąć wyzwanie, jakim była organizacja maltańskiego spotkania w  Tarnowie. Bardzo chciałabym co roku brać udział w  Opłatku Maltańskim. Dołożę wszelkich starań, by dochodził do skutku, by jak najwięcej samotnych mieszkańców Tarnowa mogło w  tym dniu poczuć się szczególnie. ]Marta Twardy koordynator Opłatka Maltańskiego w Tarnowie, pracownik socjalny Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Tarnowie ...i w Tarnowie Podczas pierwszego Opłatka Maltańskiego, który odbył się w grudniu ubiegłego roku w hotelu i restauracji Cristal Park w  Tarnowie, jego goście poczuli się naprawdę wyjątkowo. Wielu przyznało, że nigdy nie byli w takim miejscu, niektórzy płakali ze wzruszenia. Tarnowski Opłatek Maltański zorganizowany został 17 grudnia 2013 roku. Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Prezydent ZPKM, Aleksander hr. Tarnowski oraz Jego Eminencja, biskup Andrzej Jeż, który osobiście uczest- JEŻELI MOŻESZ – POMÓŻ, PRZEKAZUJĄC DAROWIZNĘ do Fundacji Polskich Kawalerów Maltańskich w Krakowie, Al. Kasztanowa 4a, 30-227 Kraków Nr konta: 39 1020 2892 0000 5102 0523 8771 z dopiskiem „Opłatek Maltański” W przypadku chęci odprowadzenia darowizny od podatku konieczny kontakt z koordynatorem. WSZYSTKIM SPONSOROM I DARCZYŃCOM OPŁATKA MALTAŃSKIEGO GORĄCO DZIĘKUJEMY! 12 12

[close]

p. 15

sprawy do omówienia Przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie Wolontariusze patrzą w przyszłość 24 lata nieustannego działania to nie tylko setki zabezpieczonych imprez i wydarzeń, ale też rzesza przeszkolonych wolontariuszy gotowych do  niesienia pomocy. Na  niespełna dwa lata przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie chcemy rozwinąć wolontariat maltański w Polsce. Maltańską Służbę Medyczną tworzą zorganizowani w  oddziały ochotnicy. Wolontariuszami są zarówno profesjonalni ratownicy, lekarze i pielęgniarki, jak i przeszkolona młodzież bez wykształcenia medycznego. Nasz pierwszy ambulans Początki Maltańskiej Służby Medycznej w Polsce sięgają 1990 roku, kiedy to powstała pierwsza grupa ratowników – wolontariuszy. Już rok później nasi wolontariusze wzięli udział w zabezpieczeniu medycznym odbywających się z udziałem św. Jana Pawła II w Częstochowie Światowych Dni Młodzieży. W 1993 roku ratownicy otrzymali pierwszą karetkę, był to ambulans volkswagen T4, dziś eksponat w Muzeum Ratownictwa w Krakowie. W 2011 roku, chcąc ułatwić działanie ochotników, Związek Polskich Kawalerów Maltańskich powołał Fundację Maltańska Służba Medyczna – Pomoc Maltańska. Obecnie pod auspicjami fundacji działa 400 wolontariuszy w oddziałach w 14 miastach. Nasi ratownicy prowadzą szkolenia i pokazy, zapewniają zabezpieczenie przedmedyczne imprez masowych i  wydarzeń, biorą udział w  akcjach ratunkowych, transportują rannych i chorych. Instruktorzy i wolontariusze MSM stale podnoszą swoje kwalifikacje. Biorą udział w szkoleniach, zawodach i manewrach, również międzynarodowych. Współpracują także z innymi służbami ratowniczymi. Dary i obozy Poza typową działalnością ratowniczą wolontariusze angażują się w zbiórki żywności i organizację Opłatków Maltańskich Z zebranych darów przygotowywane są paczki dla najuboższych. Szczególnym miejscem dla wolontariuszy związanych z ideą pomocy maltańskiej są obozy dla niepełnosprawnych w Szczyrzycu. – Żyjemy w czasach, w których nasze dzieci mogą niezwykle łatwo zatracić społeczną wrażliwość. Stąd pomysł na rozwój wolontariatu młodzieży, dzięki któremu nie tylko będzie ona mogła w  praktyce realizować zawołanie maltańskie, ale też dostanie profesjonalne szkolenia z  pomocy przedmedycznej, o  których przydatności wiem z  własnego doświadczenia – twierdzi Jerzy Donimirski, członek zarządu Polskiego Związku Kawalerów Maltańskich. Zakon Maltański jest organizacją wielopokoleniową. Poprzez zaangażowanie młodych w  wolontariat na  rzecz potrzebujących integrujemy środowisko i staramy się zachować naszą tożsamość. Widzimy duże możliwości wciągania młodzieży do maltańskiego wolontariatu. Tworzymy dla nich zarówno przestrzeń do pomagania, ale też oferujemy młodym ludziom wzmocnienie umiejętności liderskich i  poznanie nowych przyjaciół. Nowy oddział MSM w Warszawie Przed nami Światowe Dni Młodzieży, które odbędą się w 2016 roku. Organizatorzy spodziewają się, że do Polski przyjedzie 3,5 mln osób z całego świata. Będzie więc to jedna z największych imprez masowych w naszej historii. Maltańska Służba Medyczna w naturalny sposób włączy się w organizację tego przedsięwzięcia. Jeszcze w  tym roku chcemy zorganizować nowy oddział MSM w Warszawie oraz rozwinąć wolontariat maltański w  Krakowie. Chcemy pozyskać i  przeszkolić nowych wolontariuszy oraz zakupić niezbędne wyposażenie, by móc skutecznie nieść pomoc pielgrzymom. – Już dziś mamy pierwszych wolontariuszy, mamy też pomysł na działanie. Potrzebujemy jeszcze podstawowego sprzętu. Przed nami bardzo dużo pracy, ale wiem, że dzięki pomocy przyjaciół z  innych oddziałów i  zaangażowaniu darczyńców do końca roku stworzymy prężny oddział Maltańskiej Służby Medycznej w  Warszawie – mówi Rafał Krajewski, dowódca warszawskiego oddziału. Osoby i  firmy zainteresowane wsparciem Maltańskiej Służby Medycznej prosimy o kontakt z autorem artykułu. Już teraz chciałbym serdecznie podziękować osobom, które zdecydowały się finansowo wspierać Maltańską Służbę Medyczną. W maju do grona naszych darczyńców dołączył pan Adam Donimirski oraz państwo Uta i Andrzej Garapichowie. ]Michał Rżysko fundraiser michal.rzysko@zakonmaltanski.pl kom. +48 693 979 725 fot. M. Szatan 13

[close]

Comments

no comments yet